Siedmioletni chłopiec, sześć dni na niemal pionowej ścianie i setki metrów przepaści pod stopami. Wyprawa amerykańskiej rodziny na słynny El Capitan w Kalifornii miała być niezwykłą przygodą i lekcją odwagi. Zamiast powszechnego podziwu przyniosła jednak falę krytyki, oskarżenia o narażanie dziecka na niebezpieczeństwo i dyskusję o granicach odpowiedzialnego rodzicielstwa.
Siedem lat i jedna z najsłynniejszych ścian świata
El Capitan to ogromna granitowa formacja skalna znajdująca się w Parku Narodowym Yosemite w amerykańskiej Kalifornii. Jej niemal pionowa, około 900-metrowa ściana od dziesięcioleci przyciąga wspinaczy z całego świata. Pokonanie jednej z prowadzących przez nią dróg wymaga doświadczenia, odpowiedniego przygotowania oraz umiejętności radzenia sobie w ekstremalnych warunkach.
To właśnie tam Joe Baker, znany również pod rodzinnym nazwiskiem Evermore, postanowił zabrać swojego siedmioletniego syna Joeya. W wyprawie uczestniczyli także dwunastoletni brat chłopca, Sam, oraz pięciu pomocników.
Cała ekspedycja trwała sześć dni. Uczestnicy przemieszczali się po skalnej ścianie, odpoczywali na niewielkich naturalnych półkach i spali w specjalnych hamakach zawieszonych wysoko nad ziemią.
22 maja rodzina zakończyła swoją niezwykłą wyprawę. Informacja o siedmiolatku na El Capitan błyskawicznie rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych.
Początkowo wydarzenie przedstawiano jako wyjątkowy wyczyn najmłodszego zdobywcy słynnej ściany. Szybko jednak pojawiły się głosy podważające zarówno sportową wartość osiągnięcia, jak i decyzję ojca o zabraniu tak małego dziecka w niebezpieczne miejsce.
Czy siedmiolatek rzeczywiście wspiął się na El Capitan?
Jednym z najważniejszych punktów dyskusji stał się sposób pokonania ściany. W medialnych doniesieniach pojawiały się sugestie, że Joey samodzielnie wspiął się słynną drogą The Nose, jedną z najbardziej rozpoznawalnych tras wspinaczkowych na świecie.
Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej.
Chłopiec nie pokonywał skalnej ściany klasyczną techniką wspinaczkową. Korzystał z wcześniej zamocowanych lin oraz specjalnych urządzeń mechanicznych, nazywanych jumarami, które umożliwiają przemieszczanie się w górę po linie.
Doświadczeni wspinacze przygotowywali kolejne odcinki trasy, a Joey poruszał się po zabezpieczonym systemie linowym.
Nie oznacza to jednak, że wyprawa była zwykłą wycieczką. Wielogodzinny wysiłek, przebywanie na znacznej wysokości, konieczność obsługi sprzętu i sześć dni spędzonych na skalnej ścianie stanowiły poważne wyzwanie, szczególnie dla siedmioletniego dziecka.
Rodzina podkreślała, że nigdy nie ukrywała zastosowanych technik wspinaczkowych.
Tragedia rodzinna zmieniła podejście ojca do wychowania
Historia wyprawy na El Capitan ma również znacznie bardziej osobiste tło.
W listopadzie 2021 roku rodzina Bakerów przeżyła tragedię. Ich nowo narodzona córka Ember zmarła zaledwie godzinę i sześć minut po przyjściu na świat.
To wydarzenie całkowicie zmieniło sposób, w jaki Joe postrzegał życie rodzinne i wychowanie dzieci.
Ojciec zaczął zastanawiać się, ile czasu rodzice rzeczywiście poświęcają swoim dzieciom i jak wiele wspólnych doświadczeń tracą przez codzienną pracę, obowiązki oraz życie przed ekranami komputerów i telefonów.
Postanowił, że jego rodzina będzie funkcjonować inaczej.
Zamiast ograniczać się do tradycyjnych wakacji i weekendowych wycieczek, zaczął organizować dla swoich synów wyjątkowe wyzwania, wymagające długich przygotowań, cierpliwości i współpracy.
W rodzinie nazwano je „misjami”.
Każdy z synów po ukończeniu piątego roku życia może otrzymać własną, dużą misję, której realizacja zajmuje niekiedy wiele miesięcy, a nawet lat.
Zdaniem Joego takie doświadczenia mają uczyć odwagi, odpowiedzialności, wytrwałości i radzenia sobie z przeciwnościami.
W 2022 roku ojciec wraz ze starszym synem Samem pokonał El Capitan, a w 2025 roku obaj, pod opieką przewodników, dotarli na szczyt Matterhornu w Alpach.
Wyprawa siedmioletniego Joeya była kolejnym etapem rodzinnego programu wychowawczego.
Ponad rok treningów przed wielką wyprawą
Przygotowania do zdobycia El Capitan nie rozpoczęły się kilka tygodni przed wyjazdem. Joey trenował przez ponad rok.
W przydomowym ogrodzie zamontowano około dziewięciometrową linę, na której chłopiec ćwiczył pięć dni w tygodniu. Podczas każdego treningu miał pięciokrotnie pokonać wyznaczony odcinek.
Uczył się obsługi przyrządów zaciskowych, zmiany konfiguracji systemu linowego, zjazdów oraz stosowania dodatkowych zabezpieczeń.
Początkowo wykonanie całego zestawu ćwiczeń zajmowało mu około godziny. Z czasem potrafił ukończyć trening w mniej niż 20 minut.
Rodzina przygotowywała się również do nocowania na wysokości. W ogrodzie zawieszono specjalny hamak wspinaczkowy, w którym ojciec i syn spędzali noce.
Ważnym elementem były także rozmowy o zagrożeniach i sposobach reagowania w trudnych sytuacjach.
Przed wyprawą na El Capitan chłopiec sprawdził swoje umiejętności na formacji skalnej Lost Arrow Spire w Yosemite.
Według ojca przygotowanie siedmiolatka było wyjątkowo dobre jak na jego wiek.
Sześć dni na ścianie. Były łzy, zmęczenie i trudne chwile
W opowieściach o ekstremalnych przygodach dzieci często dominują uśmiechnięte zdjęcia i relacje o niezwykłych osiągnięciach. Joe Baker nie ukrywa jednak, że wyprawa jego syna miała także trudną stronę.
Joey podczas sześciodniowej wspinaczki wielokrotnie doświadczał zmęczenia, frustracji i bólu.
Zdarzało się, że miał poranione dłonie, kłócił się ze starszym bratem lub po prostu płakał. Według relacji ojca takie sytuacje występowały mniej więcej raz dziennie.
Baker uważa jednak, że przeżywanie trudności nie jest równoznaczne z krzywdzeniem dziecka. Jego zdaniem właśnie pokonywanie przeszkód pozwala młodym ludziom budować odporność psychiczną.
Podkreśla również, że podczas wyprawy nie brakowało zabawy, śmiechu, rozmów i radości ze wspólnie osiąganych postępów.
Jak zapewnia, Joey ani razu nie poprosił o przerwanie wspinaczki i powrót na dół.
Pozostaje jednak pytanie, które zadało wielu komentatorów: czy siedmioletnie dziecko jest w stanie w pełni ocenić ryzyko i samodzielnie zdecydować o udziale w tak wymagającym przedsięwzięciu?
Wypadek na ścianie pokazał, jak nieprzewidywalne są góry
Podczas wyprawy doszło również do zdarzenia, które przypomniało uczestnikom o realnych zagrożeniach.
Zespół wspinaczkowy znajdujący się poniżej rodziny Evermore uległ wypadkowi. Konieczna była interwencja służb ratowniczych, które ze szczytu ściany opuściły liny, aby dotrzeć do poszkodowanego.
Akcja ratunkowa uniemożliwiła rodzinie kontynuowanie wspinaczki przez kilka godzin.
Uczestnicy nie mogli również podciągać worków transportowych zawierających żywność i ciepłą odzież.
Dla Joeya i jego brata był to jeden z najtrudniejszych momentów całej wyprawy.
Sytuacja pokazała, że nawet starannie przygotowana ekspedycja może zostać zakłócona przez wydarzenia całkowicie niezależne od jej uczestników.
Na El Capitan zagrożeniem są nie tylko upadki z wysokości, ale również spadające kamienie, awarie sprzętu, zmieniająca się pogoda, błędy ludzkie czy wyczerpanie fizyczne.
Oskarżenia o znęcanie się nad dzieckiem
Po opublikowaniu zdjęć i nagrań z wyprawy internet podzielił się na dwa obozy.
Jedni podziwiali rodzinę za determinację i odwagę. Inni uznali, że ojciec przekroczył granice odpowiedzialnego rodzicielstwa.
Najostrzejsi krytycy oskarżali go o wykorzystywanie dzieci do zdobywania popularności w mediach społecznościowych.
Pojawiły się także zgłoszenia do amerykańskich instytucji zajmujących się ochroną dzieci. Według relacji przedstawionej w hiszpańskim dzienniku EL PAÍS sprawy zamknięto po wstępnej ocenie, bez wszczynania formalnego dochodzenia.
Joe Baker przyznaje, że spodziewał się krytyki, ale skala internetowych ataków była dla niego zaskoczeniem.
Szczególnie bolesne okazały się zarzuty dotyczące znęcania się nad dziećmi.
Ojciec argumentuje, że poświęca synom ogromną ilość czasu, niemal codziennie z nimi trenuje, podróżuje i uczestniczy w ich rozwoju.
Nie odrzuca jednak wszystkich głosów krytycznych. Przyznaje, że doświadczeni wspinacze mają prawo zadawać pytania dotyczące bezpieczeństwa dzieci.
Jego zdaniem należy odróżnić uzasadnione obawy od internetowego nękania.
Prawie pół miliona dolarów i planowany film dokumentalny
Kontrowersje wokół wyprawy nie ograniczają się do kwestii bezpieczeństwa.
Rodzina otrzymała niemal pół miliona dolarów w formie wpłat, co wywołało pytania o finansowe motywacje organizowania i nagłaśniania ekstremalnych przygód.
Joe Baker nie ukrywa, że rodzinne przedsięwzięcia są dokumentowane, a ich realizacja wymaga znacznych nakładów finansowych.
Powstaje również film dokumentalny zatytułowany Raise Them Brave, który można przetłumaczyć jako „Wychowaj ich na odważnych”.
Produkcja ma opowiadać nie tylko o wspinaczce, ale przede wszystkim o wychowaniu dzieci poprzez doświadczenia, podejmowanie wyzwań i budowanie rodzinnych więzi.
Ojciec tłumaczy, że współpraca ze sponsorami i zbiórki pieniędzy są potrzebne do realizacji takiego projektu.
Zaprzecza jednocześnie, jakoby popularność i zyski stanowiły główny cel jego działań.
Gdzie kończy się odwaga, a zaczyna nieodpowiedzialność?
Historia siedmioletniego Joeya wykracza daleko poza świat wspinaczki.
Dotyka problemu, z którym mierzą się rodzice na całym świecie: jak przygotować dzieci do samodzielnego życia, nie chroniąc ich jednocześnie przed każdym wysiłkiem, stresem czy niepowodzeniem?
Joe Baker uważa, że współczesne społeczeństwo zbyt mocno koncentruje się na wygodzie i bezpieczeństwie najmłodszych. Jego zdaniem dzieci potrzebują także trudnych doświadczeń, dzięki którym mogą odkrywać własne możliwości.
Z drugiej strony przeciwnicy takiego podejścia wskazują, że odpowiedzialność za ocenę zagrożeń spoczywa na dorosłych. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest zbyt młode, aby w pełni rozumieć konsekwencje podejmowanego ryzyka.
Nie ma wątpliwości, że wspinaczka po 900-metrowej ścianie jest przedsięwzięciem daleko wykraczającym poza typowe dziecięce aktywności.
Nawet zastosowanie profesjonalnego sprzętu i obecność doświadczonych wspinaczy nie eliminują wszystkich zagrożeń.
Najważniejsze nie są góry, lecz wspomnienia
Mimo fali krytyki Joe Baker nie zamierza rezygnować ze swojej filozofii wychowania.
Podkreśla, że nie chodzi mu o ustanawianie rekordów ani wychowanie zawodowych wspinaczy.
Chce przede wszystkim, aby jego dzieci dorastały z przekonaniem, że potrafią pokonywać trudności, podejmować wyzwania i osiągać cele wymagające wysiłku.
Jednocześnie za najważniejszą wartość uznaje wspólnie spędzony czas.
Ma nadzieję, że kiedy jego synowie dorosną i założą własne rodziny, będą pamiętać nie tylko zdobyte szczyty, ale przede wszystkim obecność ojca, który towarzyszył im podczas tych doświadczeń.
Historia rodziny Evermore pozostawia czytelników z pytaniem, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi: czy najlepszym sposobem przygotowania dziecka do życia jest chronienie go przed niebezpieczeństwem, czy stopniowe uczenie, jak świadomie stawiać mu czoła?
Jedno jest pewne. Wyprawa siedmioletniego Joeya na El Capitan stała się czymś znacznie większym niż rodzinną przygodą. Rozpoczęła międzynarodową dyskusję o wychowaniu, odwadze, odpowiedzialności i granicach rodzicielskich ambicji.
Źródło: Opracowanie redakcyjne espana24.pl na podstawie materiału hiszpańskiego dziennika EL PAÍS dotyczącego rodziny Joe Bakera (Evermore) i wyprawy na El Capitan w Parku Narodowym Yosemite.
